Gazeta.JawnyLublin.pl

NA STRAŻY MIASTA

Nasza dzielnica – nasza sprawa!

Wywiad z Emilią Lipińską, inicjatorką grupy „Ocalić Zielony Plac Zabaw”, kobietą która zmobilizowała mieszkańców LSM w proteście przeciwko decyzjom zarządu spółdzielni mieszkaniowej.

Zaangażowała się Pani niedawno w sprawę budowy domu dla osób starszych na LSM. Czy trudno było zaangażować mieszkańców? Jakie działania Pani podejmowała?

Podobnie jak spora część mieszkańców, dotychczas nie angażowałam się zarówno w sprawy wewnątrzspółdzielcze, jak i dzielnicowej Rady. Ten stan rzeczy zmieniła dopiero sprawa zabudowy tzw. Zielonego Placu Zabaw na osiedlu Piastowskim. Było i jest nadal dla mnie niewyobrażalnym, by gospodarz który zdawałoby się powinien najlepiej znać realia i potrzeby mieszkańców, odbierał Nam jedyną zieloną przestrzeń rekreacyjną, na której od ponad dekady bezpiecznie spędzam czas ze swoimi dziećmi.

Jak tylko dotarła do mnie – drogą „pantoflową” – informacja o tym, że mamy bezpowrotnie utracić ten teren i że Prezes zaplanował w tym miejscu 7-kondygnacyjny budynek z 2 parkingami i drogami dojazdowymi nie mogłam stać bezczynnie. Założyłam grupę na FB „Ocalić Zielony Plac Zabaw” (ZPZ) i przygotowałam własne ulotki. Wkrótce potem okazało się, że będzie nagranie z lokalną TV. Wtedy też poznałam inicjatorki całej akcji, dzięki którym w ogóle sprawa została nagłośniona, muszę tu wymienić Panie Kasię Słonecką, Anię Dubel i Bożenkę Żarnowską. To był mój pierwszy kontakt z Prezesem, któremu podczas transmisji na żywo zadałam pytanie, dlaczego burzy Nas-mieszkańców spokój i bezpieczeństwo, za które zostałam nagrodzona gromkimi brawami. Już na tym spotkaniu zgłosiło się kilka osób chętnych do działania, m.in. Andrzej MIsiejuk, Marcin Wociór i Eugeniusz Sołtan, z którymi później w niedługim czasie założyliśmy Komitet Obrony Zielonego Placu Zabaw. Zanim zorganizowaliśmy pierwsze spotkanie z mieszkańcami postanowiliśmy zweryfikować przekazywane Nam przez Prezesa informacje dotyczące planowanej inwestycji, którą od początku promował, jako tzw. „Dom Seniora”. Konsultowaliśmy wszystko z wydziałami merytorycznymi Urzędu miasta. Jak się można było spodziewać 90% informacji okazało się jedynie populistycznymi hasłami, nie mającymi pokrycia w rzeczywistości. Zaczęliśmy aktywnie zgłaszać się do mediów i praktycznie do dnia dzisiejszego pozostała to jedyna forma kontaktu z Panem Prezesem i jego personelem, gdyż to właśnie z prasy lub radia uzyskiwaliśmy informacje o nowych działaniach podejmowanych przez Administracje w tej sprawie.

Pierwsze spotkanie dzięki uprzejmości księdza Proboszcza Parafii pw. Św. Józefa zorganizowaliśmy 6 lutego 2017 r. wyłącznie dla mieszkańców Naszego Osiedla. Największym problemem okazało się jednak nie tyle zorganizowanie miejsca na spotkanie, co dotarcie z informacją o nim do mieszkańców, ponieważ wszelkie ogłoszenia do dnia dzisiejszego są zrywane, mimo ich wielokrotnego nawet w ciągu dnia wywieszania.

Na to spotkanie przygotowałam prezentację bazującą na osobiście wypowiedzianych słowach Prezesa Gąbki z nagrania z Radia ER z 26.02.br, z których to jasno wynikało jaki ma być charakter planowanej inwestycji. Komentarz Nasz do słów, o tym że mieszkania „trzeba sobie kupić po prostu” i że mieszkańcy Piastowskiego nie będą mieli wind „ze względu na swoją mentalność” nie był nawet potrzebny, bo słowa te zostały zapamiętane przez wszystkich obecnych na bardzo długo.

Na tym właśnie spotkaniu oficjalnie zawiązaliśmy Nasz Komitet, gromadząc kilkadziesiąt podpisów pod uchwałą założycielską, jak również poinformowaliśmy wszystkich o planowanym spotkaniu z Prezesem Gąbką, do którego doszło 2.03.17r. W międzyczasie odbyła się na żywo z Naszego osiedla audycja Pogotowia radiowego Radia Lublin, gdzie w imieniu Prezesa Gąbki wypowiadali się kierownicy Administracji os. Piastowskiego i ds. Inwestycji, podczas której dowiedzieliśmy się że Spółdzielnia prowadzi z Nami dialog, co oczywiście było nieprawdą, jak też co najistotniejsze padła deklaracja, że plany mogą zostać zmienione a nawet że istnieje możliwość całkowitego odstąpienia od inwestycji. W nawiązaniu do tej właśnie wypowiedzi udaliśmy się na spotkanie z Panem Gąbką i wspomnianymi wcześniej kierownikami oraz pismem z prośbą o odstąpienie od inwestycji i poinformowanie o tym fakcie mieszkańców Naszego osiedla na tablicach ogłoszeń. Mimo ustnej deklaracji Prezesa Gąbki do dziś nie doczekaliśmy się ani odpowiedzi na Nasze pismo, ani ogłoszeń, ani jakiegokolwiek innego potwierdzenia, że zagrożenie minęło. Wręcz przeciwnie, na Naszym ZPZ zaczęli pojawiać się m.in. geodeci, a niedługo przed Walnym Zgromadzeniem poprzesuwano ławki bliżej znajdującego się przy placu zabaw transformatora.

Z Nasza sprawą byliśmy już u Przewodniczącego Rady Miasta, a także samego Prezydenta Żuka i jego Zastępcy Artura Szymczyka, odpowiedzialnego za sprawy dot. inwestycji i rozwoju w Lublinie. Udało nam się zainteresować także lokalnych radnych i to z różnych ugrupowań politycznych, którzy podczas Naszego wystąpienia na Komisji rozwoju miasta, urbanistyki i ochrony zieleni wyrazili zainteresowanie Nasza sprawą i zaproponowali nam różne rozwiązania, m.in. stworzenie uchwały obywatelskiej.

Niestety, zgodnie z prawem jedynym sposobem na zmianę jakiekolwiek decyzji, które dotyczą spraw wewnątrzspółdzielczych było podjęcie działań od środka, przez samych członków. Przez blisko miesiąc przed Walnym Zgromadzeniem zaczęliśmy więc się dopytywać w Spółdzielni o planowany termin, ale był on utrzymany w całkowitej tajemnicy do dnia ogłoszenia, od którego mieliśmy już tylko tydzień, by dotrzeć z informacją o konieczności zgłaszania kandydatów do Rad Osiedli i to na wszystkich osiedlach.

Udało nam się zorganizować 2 spotkania przed Walnym Zgromadzeniem, na których proponowaliśmy zgromadzonym, by się zsolidaryzować i wspólnymi siłami dotrzeć i przekonać członków LSM, by nie udzielali absolutorium Prezesowi. W międzyczasie Prezes sprytnie, choć całkowicie niezgodnie z prawem (niezgodnie ze Statutem Spółdzielni) wykorzystał Nasz wniosek o oficjalne potwierdzenie odstąpienia od inwestycji na Zielonym placu Zabaw, pod którym podpisało się blisko 700 osób, w tym także członków LSM i wciągnął go pod głosowanie. Czyli innymi słowy, zupełnie zlekceważył oświadczenie woli blisko 700 osób, a także otwarte poparcie lokalnych mediów i władz miasta i niegodnie z prawem, jako działanie umyślne, o znacznym natężeniu złej woli poddał kwestię realizacji swojej inwestycji pod głosowanie grupki osób nie posiadających wiedzy, ani rzetelnych i sprawdzonych informacji w kwestiach konsekwencji formalno-prawnych ich decyzji. Bo należy podkreślić, że podjęte przez Prezesa działania związane z przygotowaniem planów inwestycyjnych na ww. terenie nie podlegały wcześniej żadnym konsultacjom ani wśród członków LSM, ani też mieszkańców osiedla, lecz były wyłącznie inicjatywą członków Zarządu! W odniesieniu do wspomnianej już deklaracji Prezesa o odstąpieniu od tych planów, jak i przy ogromnym wręcz sprzeciwie i dezaprobacie ze strony mieszkańców (przypomnę blisko 700 podpisów) jak i członków z os. Piastowskiego (projekt został odrzucony praktycznie jednomyślnie), brak było jakichkolwiek formalnych podstaw do poddawania pod głosowanie ww. punktu. Zgodnie z § 31 ust. 3 Statutu spółdzielni „Uchwała sprzeczna z postanowieniami Statutu bądź obyczajami lub godząca w interesy Spółdzielni albo mająca na celu pokrzywdzenie jej członka może być zaskarżona do sądu”, ale Prezes doskonale wie, że postępowanie sądowe wiąże się nie tylko z kosztami, a przede wszystkim z czasem, który on wykorzysta na swoja korzyść, uzyskując w tzw. międzyczasie wszelkie formalne pozwolenia i ruszając z budową.

Niestety Walne Zakończyło się dla Nas bardzo niekorzystnie – wadze Spółdzielni uzyskały absolutorium, a Nasza sprawa, mimo teoretycznej wygranej (17 głosów więcej na Nasza korzyść) nie została zamknięta z powodu braku kworum w stosunku do os, które wstrzymały się od głosu, czym niestety Nam bardzo zaszkodziły. Ogromny wpływ na wynik Walnego Zgromadzenia, miały m.in. jego podział przy samej organizacji spotkań, jak i wewnętrzne skłócanie i nastawianie przez Prezesa jednych mieszkańców na drugich, gdyż o wszystkich tych członkach spółdzielni, którzy nie udzielili mu absolutorium, jak i pozostałych mieszkańcach wyrażał się bardzo pogardliwie i ordynarnie, nazywając nas „zadymiarzami” i twierdząc, że dochodziło do burd i przepychanek, podczas gdy jedynymi osobami, które zachowywały się niewłaściwie byli przedstawiciele Zarządu z Panem Prezesem włącznie, który ponadto nie chcąc odpowiadać na jakiekolwiek pytania, zwyczajnie uciekał z zebrań. Na kolejne zgromadzenia natomiast, również ściągnął firmę ochroniarską, która bezprawnie dokonywała selekcji pod dyktando Prezesa. Jak się potem okazało różnym osiedlom sprawy objęte porządkiem obrad były przekazywane w zupełnie inny sposób, przez co każde osiedle ma zupełnie inny obraz sytuacji i wizję tego nad czym odbywały się głosowania.

Tych niespójności i nadużyć udało nam się wyłapać bardzo wiele. Przegraliśmy bitwę, ale udało nam się też poruszyć znaczną część naszej lokalnej społeczności i obecnie wspólnymi siłami przygotowujemy się do wygrania niepisanej „wojny”.

Proszę mi wierzyć, że w przeciwieństwie do Prezesa i jego ekipy, my nie walczymy dla samej walki, ale o szacunek i równe traktowanie, a także w kontekście planowanych inwestycji o bezpieczeństwo i spokój zamieszkania, który Nasz pseudo-gospodarz postanowił Nam zburzyć. Cały czas kierujemy w stronę władz Spółdzielni pisma i propozycje polubownego zakończenia trwającego sporu, jako choćby bezpłatne zagospodarowanie tego terenu przez zewnętrznego sponsora, ale Prezes odpowiada na wszystkie te propozycja na zasadzie „NIE, BO NIE!”. To przykre, że człowiek który na swoim koncie ma sporo zasług dla LSM, planuje zakończyć swoją karierę w atmosferze kontrowersji, nieporozumień i skandalu.

Dlaczego zdecydowała się Pani kandydować do Rady Dzielnicy Rury?

Myślę, że sprawdziłabym się jako członkini Rady Dzielnicy. Uwielbiam pracę z ludźmi, a w szczególności z dziećmi i młodzieżą. Z wykształcenia jestem animatorem i menedżerem kultury, z zawodu od dekady urzędnikiem zaś prywatnie od lat udzielam się społecznie, w tym 3 już rok ze swoją Fundacją Dwa Ognie, której misją jest tworzenie przestrzeni do integracji międzypokoleniowej i wspierania rozwoju dzieci i młodzieży w oparciu o gry i zabawy z dzieciństwa oraz aktywne formy spędzania wolnego czasu. Jest to, obok predyspozycji osobowościowych, niejako kolejne „narzędzie” które mogłabym wykorzystać dla mieszkańców. Z kolei moje doświadczenie i wiedza nt. rodzaju i sposobu załatwiania spraw urzędowych przydała się w Naszym komitecie osiedlowym i wierzę, że będzie także atutem w działalności jako członkini Rady Dzielnicy.

Poprzednia rada została rozwiązana, bo ludzie nie mogli dojść do porozumienia. Dlaczego na tak niskim poziomie samorządu ludziom towarzyszą spory i co zrobić, aby sytuacja się nie powtórzyła?

Nie umiem powiedzieć jaka była przyczyna braku porozumienia w poprzedniej, rozwiązanej Radzie, natomiast mam nadzieję, że nowa Rada dostrzeże potencjał tkwiący w mieszkańcach Naszej dzielnicy i nie zmarnuje szansy, by wyrwać się z pewnego rodzaju marazmu i odizolowania od życia kulturalno-społecznego, w jakim od dłuższego czasu się znajdujemy. Praca w Radzie Dzielnicy ma charakter społeczny, bardzo liczy się tu współpraca i dobra wola członków Rady. Wierzę, że wspólnie z osobami, które poznałam przy okazji działalności osiedlowej oraz pozostałymi, które zadeklarowały swoją otwartość i gotowość do współpracy, uda nam się stworzyć taką Radę, z której działalności zadowoleni będą mieszkańcy.

Zgodnie z założeniami Strategii Kultury Lublina, chciałabym aby nie tylko w centrum miasta, ale przede wszystkim u Nas na osiedlach i w wąwozie odbywało się dużo wydarzeń kulturalno-sportowych dla Naszych mieszkańców, w szczególności o charakterze wielopokoleniowym.

Co zrobić, aby ludzie bardziej interesowali się sprawami lokalnymi?

Ufam, że poprzez przenoszenie dobrych praktyk z innych, tych najaktywniejszych Rad Dzielnic i dialog społeczny uda nam się zaktywizować mieszkańców Naszej Dzielnicy, zgodnie z propagowanym przeze mnie hasłem „Nasza dzielnica- Nasza sprawa!” Mieszkańcy muszą zrozumieć, że bez względu na to czy to Spółdzielnia czy Rada Dzielnicy, to wszystko jest w Naszych rękach i nie można liczyć, że ktoś coś za Nas zrobi.

Dziękujemy za wywiad.

Masz coś ciekawego do powiedzenia? Napisz do nas: redakcja@jawnylublin.pl

Podobał Ci się artykuł?
1010

Pomóż nam tworzyć następne. Dzięki Twojej pomocy Lublin może być Jawny!

Idea Bank
34 1950 0001 2006 0330 1807 0002

Czytaj również

Zobacz wszystkie

Obywatele bez prawa do (aktualnego) prawa

Od prawie 7 lat gminy muszą ogłaszać prawo miejscowe w formie przyjaznej mieszkańcom. Każda uchwała, która była zmieniana w ciągu roku powinna posiadać treść pierwotną wraz z naniesionymi wszystkimi zmianami. Ustawodawca chciał w ten sposób ułatwić obywatelom…
czytaj dalej

Postępowanie ws wygaśnięcia mandatu prezydenta odroczone. Sąd gra na czas?

Postanowienie sądu ws niedopuszczenia Fundacji Wolności do postępowania Zażalenie na podstanowienie sądu
czytaj dalej

Czy potrzebna nam bezpłatna komunikacja?

Lublinowi dokuczają dwie choroby cywilizacyjne: korki i smog. Wprowadzenie w Lublinie bezpłatnych przejazdów dla dzieci i młodzieży to kuracja, która podleczy domowe budżety Lublinian. Wątpliwy jest wpływ tej zmiany na natężenie ruchu samochodowego i jakość powietrza…
czytaj dalej

Dług Lublina. Historia prawdziwa

Oficjalny dług publiczny naszego miasta wg stanu na 30 września 2017 roku wynosi 1,45 mld zł. Ile wynosi faktyczny dług Lublina, z czego on wynika i czy są jakieś pozytywne strony zadłużenia? Prawie półtora miliarda oficjalnego…
czytaj dalej